Mucharska Pielgrzymka Parafialna do Włoch

 

   W dniach  od 8 do 16 października  parafianie mucharscy wraz z przyjaciółmi z innych miejscowości pielgrzymowali do Grobu  Świętego Jana Pawła II  i innych miejsc świętych we Włoszech. Naszymi przewodnikami byli :ks. Proboszcz Krzysztof Strzelichowski i pan Marian Fujak, doświadczony organizator pielgrzymek. Był z nami również ks. Stanisław z Ukrainy.

Wyruszyliśmy na szlak w środę wieczorem po mszy św.i po nocy ,w czasie której śpiewaliśmy , modliliśmy się , oglądali dobry film ale i żartowali  , dojechaliśmy  bardzo szybko do Rimini , gdzie w  hotelu nad samym morzem czekał na nas pierwszy nocleg. Dzień spędziliśmy na wypoczynku na plaży. Pogoda była wspaniała , woda ciepła , widoki wspaniałe . czuliśmy , jak nowe siły wstępują w nas  i niecierpliwie czekaliśmy na następne dni naszej pielgrzymki. Wielu z nas zaskoczył nastrój , jaki stwarzali w grupie pielgrzymiej nasi przewodnicy. Już po pierwszej nocy poczuliśmy więź, która miała się na szlaku pogłębiać,  która nas jednoczyła i dawała radość bycia w grupie przez te 8 dni.

Dzień drugi

Rano drugiego dnia pojechaliśmy do Umbrii, krainy św. Franciszka z Asyżu, którego wołanie o miłość i pokój do dziś brzmi z niezwykłą siłą. Asyż wciąż emanuje niezwykłym klimatem, a jego autentyzm pozostawia niezatarte wspomnienie. Najpierw odwiedziliśmy Bazylikę Santa Maria degli Angeli. Było dość pusto o tej wczesnej porze. We wnętrzu tej ogromnej świątyni kryją się skarby związane z Biedaczyną z Asyżu. Odwiedziliśmy więc najpierw  Porziunkulę, kościółek, który Franciszek odbudował i w którym śluby zakonne złożyła św. Klara. Po prawej stronie znajduje się kaplica śmierci (transito)Świętego , a  z tyłu słynny ogród róż, które utraciły swoje kolce, gdy Franciszek, chcąc pozbyć się pokus, rzucił się na nie . Ze schodów bazyliki patrzyliśmy na górny Asyż i podziwialiśmy wznoszącą się w dali Bazylikę św. Franciszka, którą br. Eliasz zaczął budować zaledwie 2 lata po Jego śmierci. Wkrótce znaleźliśmy się przed tą świątynią, która jest cudem architektury i sztuki włoskich mistrzów , ale też kryje grób Świętego, którego od 8 wieków podziwia cały świat. Pomodliliśmy się zatem przy Jego grobie, odwiedziliśmy kaplicę św. Stanisława, który tu właśnie był kanonizowany w r. 1253 i z zachwytem podziwialiśmy 28 ogromnych fresków Giotta, na których mistrz przedstawił cuda Franciszka. Ze zgrozą patrzyliśmy na spustoszenia, jakie właśnie w tej górnej części bazyliki uczyniło trzęsienie ziemi w r. 1997.W jednej z kaplic bazyliki nasi księża odprawili dla nas mszę św.,  a po przerwie na obiad odwiedziliśmy również bazylikę św. Klary.

Późnym wieczorem dotarliśmy do Cascia do św. Rity. Był to dla wielu naszych pielgrzymów bardzo ważny punkt, bo mimo że św. Rita żyła w XIV w. dziś właśnie przyciąga ludzi strapionych, przygniecionych ciężkimi problemami życia, chorych, samotnych, znajdujących się w sytuacjach z ludzkiego punktu widzenia beznadziejnych. Ci, którzy się z nią spotkali i doświadczyli łask otrzymanych od Boga za jej pośrednictwem, dają świadectwo niezwykłej skuteczności św. Rity. Pielgrzymi mucharscy modlili się przy trumnie św. Rity bardzo długo i dlatego na nocleg we Fiuggi przyjechaliśmy dobrze po 22. Mimo późnej pory czekała na nas kolacja .

 

Dzień trzeci

 Wsiadamy do autokaru i jedziemy kawałek na dworzec kolejowy, aby przesiąść się do pociągu, którym po 20 minutach dojeżdżamy do środka Wiecznego Miasta, czyli na słynną Stazione Termini.

Biegniemy z dworca lekko wystraszeni, bo Termini słynie z „ działalności” zorganizowanej mafii kieszonkowców, mijamy po prawej stronie jedną z 5 bazylik watykańskich: Santa Maria Maggiore  , w której znajduje się znany wszystkim obraz Matki Boskiej Śnieżnej . Obiecujemy sobie obejrzeć go później. Tymczasem zmierzamy do kościoła  Św. Alfonsa. Jest to kościół  oo redemptorystów , gdzie wysłuchamy porannej Mszy św. 

W głównym ołtarzu rozpoznajemy oryginalną ikonę Matki Boskiej Nieustającej Pomocy , napisaną prawdopodobnie na górze Athos w IX w. Ikoną tą opiekują się oo redemptoryści.

Po zakończeniu mszy św zmierzamy do Lateranu. Najpierw docieramy do Scala Santa, czyli Świętych Schodów. Według legendy jest to 28 stopni, po których Jezus wchodził do domu Piłata.

Większość pielgrzymów mucharskich dzielnie i w zadziwiająco szybkim tempie wspina się po tych stopniach na kolanach.  Stamtąd idziemy popod platanami do Santa Croce in Gerusalemme.

To tu zgromadzono relikwie, które św. Helena, matka cesarza Konstantyna odnalazła i przywiozła                z Jerozolimy. Wedle tradycji znajduje się tu kawałek drzewa Krzyża św., tabliczka z napisem : INRI               i gwoździe, którymi miał być przybity Jezus.

Wracamy , aby zwiedzić drugą bazylikę, należącą do Papieża: San Giovanni in Laterano: Św.Jana na Lateranie. Ta bazylika to „matka i głowa wszystkich kościołów chrześcijańskich”. Do XIVw. była siedzibą Papieży. Bazylika poświęcona jest dwóm świętym Janom: Chrzcicielowi i Ewangeliście. Jest przepiękna ! Zapamiętamy : kasetonowe złote sklepienie, złociste mozaiki w absydzie za ołtarzem głównym, przy którym mszę św. może sprawować tylko Papież i tylko w Wielki Czwartek.

Po tych przeżyciach estetycznych  dano nam godzinkę na posiłek. Spędziliśmy ją prawie wszyscy kosztując  lazanię lub pizzę w pobliskiej trattorii.

Popołudniu zwiedzamy największe zabytki starożytnego Rzymu w towarzystwie nadzwyczajnej przewodniczki: Małgosi Walczak.

Stoimy w cieniu pod Colosseum i słuchamy historii tej niezwykłej budowli, którą wybudowali cesarze z dynastii Flaviuszy w I w. n.e. Jest to duża, eliptyczna budowla o długości 188 m i szerokości 156 m, obwodzie 524 m, wysokości 48,5 m, z pojemną widownią, która mogła pomieścić od 45 a 50 tysiący widzów. Oprócz widowni znajdowały się tam klatki dla zwierząt, pomieszczenia dla gladiatorów, szatnie, bufety. Do areny prowadziło 80 wejść, a wnętrze zostało tak skonstruowane, że można je było opuścić w 6 min. W Colosseum nigdy nie mordowano chrześcijan. Te miały miejsce w Cyrku Nerona na Watykanie. Owszem , pomiędzy walkami gladiatorów i polowaniami na dzikie zwierzęta odbywały się tutaj niezwykle okrutne egzekucje skazańców, bo rzymianie uwielbiali krwawe sceny.

W ogromnym tłoku idziemy  w stronę Forum Romanum, mijając wykopy nowej linii metra. Małgosia pokazuje nam kolejne fora, czyli rynki, w których znajdowały się sklepy, świątynie, bazyliki, kolumny, z najpiękniejszą : Trajana  i wreszcie resztki, jakie pozostały po Forum Romanum. Dzięki Małgosi wiemy już, że trafić do mamra wywodzi się z nazwy więzienia mamertyńskiego, w którym cierpieli św. Piotr i Paweł. Wreszcie dochodzimy do kolejnego z siedmiu wzgórz rzymskich: Kapitolu.

Tu znajdują się budowle zaprojektowane w całości przez Michała Anioła. Pośrodku Pałac Nowy, dziś siedziba prezydenta Włoch , ale w 1797 siedziba legionów Dąbrowskiego. Przed pałacem konny posąg cesarza Marka Aureliusza, który był wzorem dla B. Thorwaldsena, kiedy dla Warszawy rzeźbił pomnik księcia J.  Poniatowskiego, stojącego dziś na Krakowskim Przedmieściu. Po obu stronach placu mieszczą się muzea kapitolińskie z przebogatymi zbiorami sztuki. Z placu prowadzą schody Michała Anioła wprost na Plac Wenecki . W bok od tego placu stoi ogromniasta budowla , czyli tzw. Ołtarz Ojczyzny z Grobem Nieznanego Żołnierza i Pomnikiem króla Wiktora Emanuela . Rzymianie wyśmiewają tę okropną , nadętą budowlę i nazywają ją maszyną do pisania lub tortem z bitą śmietaną.

Plac wenecki słynie z trzech pałaców: Palazzo Venezia, który w czasie ostatniej wojny był siedzibą Mussoliniego. To ze środkowego balkonu Duce wygłaszał swoje przemówienia. Po drugiej stronie znajduje się dom, w którym mieszkał mistrz nad mistrze: Michał Anioł, zaś w środkowym pałacu mieszkała  matka Napoleona.

Wraz z Małgosią zmierzamy w stronę Piazza della Rotonda, ale po drodze wchodzimy najpierw do wspaniałego kościoła oo dominikanów, p.w. Santa Maria sopra Minerva.  Kościól powstał na starożytnej świątyni bogini mądrości Minerwy. Jest ogromny i przebogaty. Podziwiamy w nim : posąg Chrystusa dłuta Michała Anioła, grobowiec św. Katarzyny ze Sieny, patronki Włoch,               ołtarz naszego świętego : Jacka Odrowąża, dominikanina.

Przed kościołem znajduje się oryginalna rzeźba słonia dźwigającego na grzbiecie egipski obelisk.

Kolejną świątynią jest jezuicki kościół św. Ignacego Loyoli. Na sklepieniu znajduje się słynny iluzjonistyczny fresk jezuity Andrei Pozza., który przedstawia otwierające się przed ojcem  Ignacym Lolyolą niebo. Te malowidła oglądamy też w lustrze , stojącym na podłodze. Wybitnym dziełem jest także fałszywa kopuła, namalowana na płótnie przez tegoż artystę.

Stamtąd biegniemy już do pobliskiej Piazza della Rotonda, pełnej kawiarnianych stolików ustawionych przed Panteonem .Ten Panteon to kolejny cud sztuki starożytnej .Jest największą budowlą kopułową na świecie. Prostota i regularność budowli, piękno poszczególnych elementów, znakomity materiał konstrukcyjny kopuły(tuf), nadają całemu jej wnętrzu majestatyczny charakter. Niestety nie udało nam się wejść do wnętrza Panteonu, w którym trwała Msza św., więc klucząc uliczkami, po paru minutach znaleźliśmy się przed Fontanną di Trevi. Fontanna przysłonięta rusztowaniami, zatem zamiast rzucać monetę do pustego basenu , wykorzystaliśmy czas oczekiwania na Padre Mario i Christoforo zajadając najlepsze lody w Rzymie. Spoglądaliśmy też z nadzieją na okna jednego z budynków, gdzie podobno mieszka Zośka Loren, ale się nam nie ukazała.

Dzień czwarty

 Tego dnia naszym celem był Watykan i miejsce dla nas najdroższe: Grób Ojca Świętego. Na jednej z ulic zaopatrzyliśmy się w różańce i inne pamiątki z Rzymu i koło 11 ubrani w żółte chusty z wielkim banerem  z napisem Mucharz znaleźliśmy się na San Pietro. Znalazły nas dziewczyny z Suchej, które noc spędziły z pracującą w Rzymie siostrą, do Gieni dołączyła córka Zosia , a my szykowaliśmy się z nieogarnionym tłumem do spotkania z papieżem Franciszkiem. Tłum czekał niecierpliwie, a ja wspominałam ze smutkiem te wszystkie cudowne chwile, które spędziłam w tym miejscu za życia Naszego Ukochanego Ojca Św. a także w czasie Jego pogrzebu. W końcu zrobiło się wesoło, gdy Padre Mario próbował, wrzeszcząc nieludzkim głosem okrzyk: Viva Papa!!!! Telewizja oczywiście uwzględniła naszą  kolorową grupę i chwilę po odejściu papieża Franciszka rozdzwoniły się telefony. Wszyscy nas oglądali w telewizji! W okropnym upale , spływając potem, staliśmy w kolejce do bramek , aby dostać się do Bazyliki Św. Piotra.

Naszym celem była modlitwa przy grobie Świętego Jana Pawła II. Jest to wciąż najbardziej oblegane miejsce w bazylice. Wzruszenie ogarnęło wszystkich, gdy klęczeli przed ołtarzem               Św. Sebastiana, w którym spoczywa nasz Święty. Cieszę się , że nie został zabalsamowany i wystawiony na widok publiczny , jak Jan XXIII. Dość ,że po śmierci leżał  trzy dni na marach w bazylice na oczach tysięcy ludzi z całego świata. Byłam wtedy przy nim i było mi  Go tak strasznie żal. Patrzę na ludzi, którzy klęczą przy tym grobie . Peruwiańczyk z matką na wózku inwalidzkim, para Chińczyków z Hongkongu modli się i płacze. Świat nie zapomniał, kim był i co zrobił za życia nasz Papież!!!!

Zwiedzamy tę największą świątynię chrześcijańską, wstępujemy do podziemi, aby uczcić grób św. Piotra i papieży tam pochowanych. Widzimy przygotowaną płytę nagrobną z napisem:  Beatus PaoloVI, wszak w następną niedzielę na zakończenie Synodu odbędzie się beatyfikacja papieża

Pawła VI, który wypromował  we Włoszech młodego kardynała z Krakowa: Karola Wojtyłę.                      Już wieczorem zbieramy się w przylegającym do murów watykańskich kościele Santa Spirito in Sassia  ( kościół św. Ducha) na mszę św. Czujemy się tu bardzo swojsko, bo kościół stanowi centrum Miłosierdzia Bożego w Rzymie, a z bocznych ołtarzy patrzy na nas Łagiewnicki Jezus i Faustyna , a z drugiego ołtarza wyjątkowo piękny portret Jana Pawła II. Po mszy św. bardzo zmęczeni słuchamy jeszcze wykładu o bazylice San Pietro ks. Pawła, który spędza ten dzień z nami , a potem wleczemy się do autobusu , który nas wiezie z ogromnymi , brzydko pachnącymi przygodami na stację kolejową.

Dzień piąty

Wyjeżdżamy bardzo wcześnie rano, bo plany bogate: Monte Cassino i San Giovanni Rotondo.

Dla Polaków Monte Cassino to ziemia, która „do Polski należy, choć Polska daleko jest stąd”. Pamięć w naszym kraju o tragicznej bitwie z 1944 roku, jej ofiarach i bohaterstwie żołnierzy Drugiego Korpusu zaważyła na zawsze nad obrazem tego miejsca w naszej narodowej wyobraźni.                Monte Cassino to dla nas bitwa, Monte Cassino to dla nas cmentarz żołnierzy polskich we włoskiej miejscowości Cassino. Nie dziwi zatem fakt, że ten punkt na mapie jest miejscem, które pragną zobaczyć wszyscy Polacy.

Dla Włochów batalia z 1944 roku to tylko fragment długiej historii najważniejszego opactwa benedyktyńskiego Europy – miejsca pochówku świętego rodzeństwa: Benedykta i Scholastyki.          To tutaj zrodziła się słynna reguła życia religijnego „ora et labora” (módl się i pracuj), to stąd wyszli mnisi i mniszki, którzy schrystianizowali Europę.

Już sam wjazd na to słynne wzgórze przysparza nam niesamowitych wrażeń, momentami ostre podjazdy po krętych i malowniczych serpentynach oraz wspaniałe widoki zapadają na długo w pamięć.

Zwiedzamy najpierw odbudowany po kompletnym zniszczeniu klasztor, a potem idziemy na ten najbardziej znany i czczony przez Polaków cmentarz wojenny, który   zbudowali żołnierze, uczestnicy bitwy. Spoczywa na nim 1072 poległych żołnierzy Rzeczypospolitej wszystkich narodowości , wyprowadzonych przez Władysława Andersa z „nieludzkiej rosyjskiej ziemi”, z sowieckich obozów koncentracyjnych . Generał po śmierci spoczął także wśród swoich żołnierzy.

 Polskie walki o masyw Monte Cassino trwały 13 dni i 20 godzin i były niezwykle krwawe. W natarciu zginęło 923 żołnierzy. Ta bitwa nazywana jest polskimi Termopilami, o czym świadczy wielki napis przy wejściu: Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy zginęli wierni w jej służbie.

Tam wśród polskich bohaterów , w środku cmentarza uczestniczyliśmy we mszy św. , a potem odwiedzaliśmy ich groby, aby na koniec połączyć się w krąg i odśpiewać Hymn Narodowy.

Po patriotycznych wzruszeniach ruszyliśmy w dalszą długą drogę. Skróciliśmy ją sobie oglądając piękny film pt. Czy niebo istnieje naprawdę.

Późnym wieczorem dotarliśmy do San Giovanni Rotondo do Świętego Ojca PIO

Rozlokowaliśmy się w pięknym hotelu z basenem i po kolacji pobiegliśmy na spotkanie modlitewne z Padre Pio.

Był to różaniec w podziemnej kaplicy, w której znajduje się szklana trumna z zabalsamowanym ciałem Świętego. Nasi pielgrzymi mieli mieszane uczucia. Przeważał zachwyt, że są w miejscu,         w którym za przyczyną Padre Pio działy się cuda. Część jednak nie mogła się pogodzić z faktem, że ten żyjący w  skrajnej ascezie kapucyn po śmierci został umieszczony w tak pełnym złota i przepychu miejscu. Bo też kaplica albo budzi gorący zachwyt, albo gorący sprzeciw. Mozaiki słoweńskiego jezuity Marko Rupnika, wykładowcy na uniwersytetach rzymskich podobały się bardzo Janowi Pawłowi II, który zamówił u artysty wystrój jednej z kaplic watykańskich. Mozaiki  jego projektu zdobią nową bazylikę p.w. św. Ojca Pio. Składają się z 54 części, które wyobrażają sceny ewangeliczne oraz paralelne sceny z życia św. Franciszka i Ojca Pio.

Po gorących  nocnych modłach długo nie mogliśmy zasnąć, bo noc była cudna , a woda w basenie, który okupowali panowie, ciepła.

Dzień szósty

Rano naszego kochanego Padre Mario D`amore cosi ugryzło. Huczał , buczał na nas , nie wiadomo dlaczego i udawał ,że wcale nas do starego kościoła ojca Pio nie zabierze.

W końcu poszliśmy tam i spędziliśmy czas poznając życie i dzieło Świętego. Na mnie najmocniejsze wrażenie zrobił  cyprysowy Krzyż, przed którym Święty otrzymał stygmaty w r.1918 i znosił to cierpienie prawie 50 lat, konfesjonał , w którym spowiadał , jego cela oraz wspaniała poliklinika , której był pomysłodawcą. Dał jej nazwę: Dom Ulgi w Cierpieniu  Z żalem wsiadamy do autokaru,  bo tu wszystko było cudowne. Pocieszam się , bo Marysia B, pierwsza laska pielgrzymki składa wszystkim nauczycielom w dniu ich święta życzenia. Robi się radośnie , uroczyście z jeszcze i innych powodów. Jedziemy dalej i oglądamy b. ciekawy film dokumentalny o przeniesieniu po 40 latach ciała świętego Padre Pio w 2004 do szklanej trumny. B. ciekawy film!

Koło południa docieramy do Lanciano. To stare urokliwe miasteczko, w którym znajduje się ubogi kościółek,  miejsce I cudu eucharystycznego w VIII w. Pewien kapłan odprawiał mszę św. Często zdarzało mu się wątpić i w momencie, kiedy skończył wypowiadanie słów  konsekracji, hostia w jego dłoniach przemieniła się w okrągły fragment ciała, a wino w krew. Ciało pozostało nienaruszone, natomiast krew w kielichu zamieniła się w pięć nierównych bryłek, które po uzyskaniu zezwolenia biskupa, zostały zważone. Z owych pomiarów pozostał zapis, wg którego ciężar pojedynczej miał być równy ciężarowi pięciu, ciężar dwóch równy ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej bryłki równy ciężarowi największej. Zjawisko to miało powtórzyć się w roku 1574. Fragment ciała jest umocowany jak hostia w monstrancji, natomiast bryłki krwi znajdują się w rzeźbionym na kształt kielicha krysztale. W latach 1970-1971 relikwie przebadano i okazało się , iż jest to krew człowieka grupy AB, a cząstki ciała to fragment mięśnia sercowego. Obie reprezentują tę samą grupę krwi, co krew znajdująca się na Całunie Turyńskim. Skład krwi odpowiada świeżej krwi ludzkiej. Odkryto również, iż zamoczona w wodzie skrzepła krew na nowo staje się płynną krwią. Badania te dowodzą, że badane relikwie rzeczywiście są pochodzenia ludzkiego.

My także przeżyliśmy tu niezwykłe wzruszenia , a to za przyczyną Padre Mario, który w zakrystii kościoła swoimi rozważaniami wzruszył nas do łez. Wzruszył mnie też staruszek – zakonnik, który dowiedziawszy się ,że jesteśmy Polakami poprosił mnie cichutko: cantare Ciarna Madonna. Zaśpiewaliśmy mu Czarną Madonnę tak, że o mało się kościółek nie zwalił od bijących naszych głosów.

Następnie pojechaliśmy do supermarketu na zakupy.

Ostatnim miejscem świętym, które udało nam się odwiedzić było Manopello  .Sanktuarium  znajduje się z dala od gwaru wielkiego miasta, wśród masywów górskich włoskiej Abruzji, na trasie pomiędzy Rzymem a Pescarą. To niewielki kościół, zbudowany jest z beżowych i różowych kamiennych bloków, ułożonych w geometryczny wzór. Największe wrażenie robi cisza i spokój włoskiego miasteczka ukrytego pośród zielonych wzgórz.

 

 

 

 

 

 

 

 


W centralnym miejscu sanktuarium, nad tabernakulum, umieszczony jest relikwiarz (monstrancja), a w nim mały kawałek najdroższego materiału świata – bisioru. Na tkaninie o wymiarach 24x17 cm „zakodowana” jest twarz: otwarte oczy, ciepłe spojrzenie, rozwarte usta, bujne włosy, opadający na czoło kosmyk, lekko nabrzmiały prawy policzek. Ten wizerunek mężczyzny nie został uczyniony ludzką ręką – bez użycia kropli farby, bez jednego pociągnięcia pędzlem powstała twarz Zmartwychwstałego.

Na ołtarzu, nad którym Zmartwychwstały Jezus spogląda na nas tajemniczo nasz kochany proboszcz odprawił Mszę św. ubogaconą grą Ojca Dyrektora i naszym śpiewem.

Jak zwykle czasu zabrakło i musieliśmy zrezygnować z Loreto. Do Rimini zostało wiele kilometrów.

Dotarliśmy tam późnym wieczorem. Niektórzy poszli jeszcze na  nocny nadmorski spacer.

Dzień siódmy

Przedostatni ranek pielgrzymki przywitał nas deszczem, jakby włoskie niebo zapłakało, że tak cudowni pielgrzymi opuszczają Bella Italia

W jednej z sal hotelowych księża odprawili dla nas mszę św. , zjedliśmy późniejsze , niż zwykle śniadanie i niespiesznie przygotowywaliśmy się do powrotnej drogi.

W drodze nikomu się nie dłużyło ,bo nie mogło. Jadzie obchodziły imieniny, modliliśmy się żarliwie, ale również dużo i wesoło śpiewali, a nawet tańczyli.  Była radość, była miłość!!!

Podziwialiśmy zmieniające się krajobrazy włoskich, a potem austriackich Alp. Kilka razy się zatrzymywaliśmy na sikaterie i jedzonko. Troszkę pospaliśmy ,( ja z Izą na podłodze) ,a tu wczesnym rankiem…………………Mucharz!!!