Parafia Św. Wojciecha w Mucharzu na Babiej Górze

Parafianie mucharscy pod przywództwem ks. Proboszcza Krzysztofa i ks. Leszka zdobywali w ostatni wakacyjny czwartek Babią Górę. Od dawna wypadało ją odwiedzić z kilku powodów. Pierwszy to ten, że sam jej szczyt, czyli Diablak spogląda z ciekawością na nasz kościół poprzez zagłębienie w tarnawskiej górze w czasie dobrej pogody. Obowiązkowo patrzymy na siebie w czasie porannej procesji rezurekcyjnej w Wielkanoc, gdy Babia jest nadzwyczaj wyraźna , przybrana zwykle w odświętną puchową, śniegową czapę. Drugi powód odwiedzin wiąże się z naszym wikariuszem, ks. Leszkiem, z Lipnicy Wielkiej, którego dom rodzinny znajduje się dokładnie po drugiej stronie Babiej Góry. Jakżeby by to było, gdyby urodzony orawiak nie poprowadził swoich nowych parafian na górę, pod którą się urodził i wychował.Po trzecie , poszliśmy na Babią , aby jej podziękować za ochronę przed burzami, nawałnicami i dwoma dokuczliwymi wiatrami: Halnym i Orawiakiem .

Zdobywanie góry rozpoczęliśmy z przełęczy Krowiarki. U stóp góry 33pielgrzymów utworzyło krąg. Po krótkiej modlitwie , odebraliśmy od ks. Proboszcza słodkie prezenty i ruszyliśmy .Przedział wieku w grupie był olbrzymi . Najmłodsza turystka miała 3 lata, a najstarszy p. Henryk: 78.  Oboje, jak się okazało, świetnie sobie radziło. Mała pokonywała wysokość na ramionach babci , mamy , ks. Leszka lub innych ochotników, zaś p. Henryk jako  wytrawny przewodnik górski zdobył górę jako jeden z pierwszych. Wybraliśmy szlak czerwony. Jego pierwszy odcinek jest bardzo stromy i męczący. Wszyscy jęczą i stękają, tylko ks. Leszek, który wygląda egzotycznie w arafatce, przywiezionej z Ziemi Świętej, biega w górę i w dół, sprawdzając, czy wszystko w porządku.  Po godzinie męki dochodzimy do punktu widokowego na Sokolicy. Mgła na chwilę opada, abyśmy mogli podziwiać widoki, jakie zobaczymy, gdy przyjdziemy tu przy dobrej pogodzie. Od tego miejsca podchodzenie jest o wiele łatwiejsze, bo skończyły się schody, zaczęła się kamienna ścieżka, a stok jest znacznie łagodniejszy. O 11, jak mówiła prognoza internetowa zaczyna  złośliwie padać symboliczny deszczyk, tak jakby nie wystarczyła uciążliwa mgła. Zmienia się też las świerkowy w kosodrzewinę poprzerastaną czerwoną jarzębiną. Gdy docieramy do Kępy na wysokości 1525mnp dopada nas mocny wicher, który hula po tym szerokim szczycie w obie strony. Nie przewiewa mgły , zatem trzeba sobie wyobrazić cudne widoki, które się zwykle stąd ogląda. Idziemy dalej, a każde kolejne wzniesienie wydaje się być już szczytem. Tymczasem dopiero piąte , na którym stoi ogromny skalny wiatrochron jest prawdziwym Diablakiem na wysokości 1725mnp . Siadamy na kamiennych ławach , zjadamy kanapki , czekając na resztę grupy. Na chwilę, ale tylko na chwilę mgły ustępują i oglądamy Jezioro Orawskie,  dom Ks. Leszka w Lipnicy Wielkiej(!)i Małą Babią. Gdy już są wszyscy, nasi księża wkładają liturgiczne szaty i pod skałą, gdzie stoi figurka Matki Boskiej Babiogórskiej, urządzamy ołtarz. Ks. Leszek zdejmuje swoją arafatkę, kładzie na skale, a na niej stawia miniaturowe naczynia liturgiczne. Ks. Proboszcz zaprasza swoim zwyczajem innych turystów na Mszę Św. i  zapewnia ,że komunii wystarczy dla wszystkich. Całkiem duża grupa pielgrzymów uczestniczy w tej niezwykłej,  mistycznej uroczystości w dującym wichrze i we mgle. I znów na chwilę w czasie mszy mgły ustępują, abyśmy mogli zobaczyć przedsmak widokowych cudów i nasz Mucharz.

Schodzimy z góry bardzo zmęczeni, ale szczęśliwi i wdzięczni naszym duszpasterzom, że zechcieli wraz z nami bliżej nieba uwielbić Stwórcę za Jego dzieła .

 

Autor tekstu: Pani EWA CZAICKA

 

FOTO: Agnieszka Kamińska